Następnego wieczoru echa studenckich śmiechów znów ucichły — cała hołota wybyła na oddalone o kilkadziesiąt kilometrów lodowisko. Christian odetchnął z niewymowną ulgą, słysząc miękkie, fortepianowe pasaże dobiegające z sali balowej. Alexander nie pojechał ze stadem. Został. Dla niego?
Tym razem króliczek przyszedł
przygotowany.
— Christian, biotechnologia. I
przyniosłem ci kolację. Te wczorajsze kanapki wyglądały obiektywnie paskudnie —
oznajmił na wejściu, z udawaną nonszalancją stawiając talerz na małym stoliku
obok kanapy.
Ubrany w cienkie dresowe spodnie i grube,
puszyste skarpety, usiadł obok tygrysa. Chora kostka, zawinięta podwójnie dla
ochrony przed chłodem, spoczęła na pufie. Zdrową nogę wyciągnął równie wygodnie
i z premedytacją przysunął się bliżej. Gorące, muskularne ramię alfy niemal
odruchowo owinęło się wokół jego talii. Było w tym geście coś absurdalnie
naturalnego.
Króliczek skubnął ze smakiem
przemyconego placka z jabłkami, ignorując rozbawione, morskie spojrzenie
kocura, które wyłapał kątem oka.
— Dzięki, że mnie wczoraj odniosłeś...
Nie wiedziałem, że mam tak słabą głowę, huh. I że to wino jest takie mocne —
sapnął, nerwowo mnąc w palcach brzeg bluzki. — Nie moja wina. Mam nadzieję, że
nikt nas nie widział.
— Naprawdę kwestionujesz moje
umiejętności kulinarne? — Alexander zaśmiał się głęboko, wsuwając nos w
puszyste, pachnące drogim hotelem i naturalnymi kosmetykami włosy omegi.
Pociągnął go pieszczotliwie za klapnięte uszko. — I nie ma za co. Masz
szczęście, że to byłem ja, a nie jakaś napalona alfa, która z dziką chęcią by
cię wykorzystała.
Chris fuknął, zapobiegawczo unosząc
połaskotane ucho, i poruszył noskiem z niezadowoleniem.
— Z inną alfą nigdy nie znalazłbym się w
takiej sytuacji... Ale powiesz mi, czemu nie jeździsz ze swoimi? Tracisz całą
zabawę. Nawet ja bym chętnie wyszedł na śnieg, gdyby nie to cholerne skręcenie.
Czuł, jak mocny, korzenny zapach tygrysa
wnika w jego ubranie, osadza się na skórze. Sandałowiec i nagrzana ziemia.
Zapewne zastanowi się dwa razy, zanim umyje dziś włosy.
— Nie przepadam za spędami towarzyskimi.
Wystarczy, że w szkole jestem gwiazdą i nawet nie wiem z jakiego powodu —
wyjaśnił miękko wilk, ani na moment nie przerywając wciągania zapachu chłopaka.
— Jak już ta królicza łapka ci się zrośnie, wyjdziemy razem. Albo... mogę
przyjść do ciebie. Spałeś kiedyś z alfą?
Alexander przesunął kciukiem po
piegowatym policzku chłopaka, zmuszając go, by spojrzał mu prosto w
wygłodniałe, morskie oczy. Drapieżnik nie zamierzał dłużej udawać, że obecność
tego drobnego ciałka go nie podnieca.
— Nie wiem, czemu się na to zgodziłem —
sapnął króliczek godzinę później, wpuszczając wielkiego samca do swojego
hotelowego pokoju.
Alexander górował nad nim. Miał na sobie
czarne spodnie dresowe, skarpetki w turkusowe krokodyle i bezrękawnik, który
bezwstydnie eksponował misternie wytatuowane, potężne ramiona fizjoterapeuty.
Christian, onieśmielony tym widokiem, zamknął drzwi na klucz, po czym
podkuśtykał do łóżka.
Odrzucił dresowe spodnie, zostając
jedynie w bawełnianych bokserkach i obszernej koszulce, która kończyła się tuż
pod linią jego niezwykle kuszących, krągłych pośladków. Z jaskrawym rumieńcem
wcisnął się pod kołdrę, stawiając laptopa na udach.
— Um... Możemy obejrzeć film. Mam
ciastka — zaproponował piskliwie, widząc, jak w oczach siadającego obok tygrysa
zapala się niebezpieczny, samczy błysk.
— Odważny jesteś — stwierdził Alexander.
Bez cienia zażenowania zdjął koszulkę,
prezentując tors, na którym atramentowe wzory płynnie podkreślały każdy
wypracowany mięsień. Z czystej grzeczności i chęci zapewnienia sobie wygody
wsunął się pod kołdrę niemal nagi. Przewiesił ciężkie ramię przez brzuch
chłopaka, zagarniając go do siebie, a smukłą nóżkę omegi ułożył na swoim udzie,
masując ją powoli, uspokajająco.
Oglądali film. A przynajmniej ekran
emitował kolory, bo żaden z nich nie rejestrował fabuły. Christian dusił się we
własnym pożądaniu. Temperatura pod kołdrą stała się nie do zniesienia. Niewinny
dotyk gorącej, dużej dłoni na jego udzie skutecznie pozbawiał go kontroli nad
biologią. Gdy tylko popłynęły napisy końcowe, mała omega wyplątała się z
pościeli z cichym sapnięciem.
Chris podreptał do uchylonego okna. Upił
łyk soku jabłkowego prosto z kartonu, łapczywie chwytając mroźne powietrze,
które choć na chwilę przegoniło gęsty aromat alfy.
— Teraz spać, huh? — rzucił na płytkim
wydechu, naciągając koszulkę najniżej jak się dało. Obejrzał się przez ramię na
rozciągniętego na poduszkach mężczyznę. — Może... to nie jest dobry pomysł,
żebyś tu zostawał na noc, co?
Bał się. Nie braku powściągliwości
tygrysa. Bał się własnej, zdradzieckiej, wyposzczonej natury.
— Chodź, przytulę cię i podrapię za
uchem — zamruczał nisko Alexander, wyciągając do niego wielkie ramiona.
Uśmiechał się łagodnie, choć w kroczu pulsowała mu bolesna, wilgotna sztywność.
— Obiecuję, że będę grzeczny, maluszku.
Króliczek nerwowo przeczesał palcami
miody włosy. Ostatecznie, skapitulował. Zgasił lampkę, pozostawiając tylko
chłodną poświatę śniegu wpadającą przez okno, i wsunął się z powrotem pod
kołdrę. Ich ciała natychmiast się odnalazły. Drobne dłonie Christiana spoczęły
na potężnej piersi tygrysa. Noski niemal się zetknęły, a oddechy skrzyżowały.
— Umm... — zaniepokoił się Chris, gdy
ciężkie, muskularne udo alfy przerzuciło się przez jego własne, przygważdżając
go do materaca. Alexander zaczął drapać go za miękkim, sterczącym uszkiem.
— Dobrze? — szepnął tygrys, leniwie
przesuwając dłonią w dół zgrabnego uda omegi, by na ułamek sekundy bezczelnie
zahaczyć o krągły pośladek. Nie czekając na odpowiedź, zderzył swoje wargi z
ustami chłopaka. Zaborczo zagłębił palce w jego włosach, uniemożliwiając
ucieczkę. Skubał go, całował, spijał jęki.
Oczy Christiana, zaszklone i mętne z
podniecenia, uchyliły się szeroko. Różowy język oblizał opuchnięte usta.
Przerażony własną uległością, podjął desperacką próbę ratowania resztek
godności. Odsunął się, odwracając tyłem. Naiwnie i głupio wcisnął jednak swoje
jędrne, idealnie okrągłe pośladki prosto w krocze mężczyzny. Zamknął oczy,
modląc się o sen, co było absurdem, zważywszy na pulsujący na jego krzyżu,
twardy jak skała dowód pożądania alfy.
— Usilnie wmawiam sobie, że to tylko
pieszczoty — westchnął z ciężkim pomrukiem Alexander, oplatając go ciasno
ramionami. — To nic złego, co czujemy, prawda?
Zatopił zęby w pachnącej szyi chłopaka,
ocierając się lubieżnie, instynktownie o jego zgrabny tyłek.
Mała omega przełknęła ślinę. Skoro obaj
czuli to samo, po co walczyć? Christian odszukał po omacku dłoń tygrysa
spoczywającą na jego biodrze i splótł z nią swoje palce.
— Właściwie, to mieliśmy już trzy randki
— wyszeptał w mrok pokoju. — A skoro... chciałbyś spotykać się ze mną później w
szkole, to mógłbyś zostać, hum, moim chłopakiem? Chciałbyś? I... wtedy nie
byłoby niczym złym, gdybyś... odebrał mi dziewictwo.
Usłyszał ryk zadowolenia wibrujący w
piersi drapieżnika. Gruby, ciężki tygrysi ogon oplótł jego łydki.
— Chcę być twoim chłopakiem — zamruczał Alexander,
przesuwając ich splecione dłonie niżej, wprost na nabrzmiałego pod cienką
bawełną penisa omegi. — Nie chcę cię na jeden raz. Ale chcę to zrobić powoli.
Chcę cię poznać.
Palce alfy zaczęły delikatnie, z
szacunkiem ugniatać wilgotną męskość przez materiał. To było jak tortura.
Słodka, niszcząca tortura. Króliczek wiercił się w jego objęciach, aż wreszcie
przekręcił się na plecy. Rozsunął nieco swoje mięsiste, blade uda, zapraszająco
wyginając biodra.
— Ja chyba też chcę cię po prostu...
dotknąć — szepnął, wciągając powietrze z sykiem.
— Nie powstrzymuj się. Zrobię wszystko,
czego zapragniesz — szepnął tygrys wprost w jego usta, by zaraz zsunąć koszulkę
z ramion chłopaka. — Rozbierzesz się? Całkiem?
Drobne dłonie Christiana drżały, ale
zahaczyły o krawędź bokserek. Zsuwał je powoli, niesamowicie kusząco,
odsłaniając podbrzusze, miękki meszek, zarumienioną z podniecenia skórę i
nabrzmiałą, ociekającą preejakulatem męskość. Skopał bieliznę z kostek. Był
nagi. Całkowicie oddany.
Alexander jęknął głucho. Półnagi opadł
na drobne ciało, narzucając na nich ciężką kołdrę, która odcięła ich od świata.
W głuchej ciemności złączył ich usta w brutalnie zachłannym pocałunku.
Króliczek dusił się z podniecenia. Palce
wplótł w białe, tygrysie kosmyki. Biodra same unosiły się w niemym błaganiu.
Sięgnął w dół, po omacku znajdując krawędź dresów mężczyzny. Ściągnął je
bezlitośnie w dół, uwalniając potężną bryłę mięsa. Dwa rozpalone, pulsujące
organy zderzyły się na gładkim podbrzuszu omegi.
Wystarczył ten jeden kontakt. Tarcie
gorącej skóry o skórę.
Christian zacisnął powieki. Długie,
drapieżne kły alfy drasnęły lekko jego ramię w przypływie pierwotnego
instynktu, a ciało omegi — nieprzyzwyczajone do takiej potęgi doznań, odurzone
feromonami — eksplodowało.
— Nnh! To... okrutne... — zamiauczał
nieskładnie. Wygiął się w łuk i z konwulsyjnym dreszczem doszedł, rozlewając
gorące, lepkie nasienie po ich złączonych brzuchach. Stracił kontakt z
rzeczywistością, drętwiejąc w pościeli, upojony ziemistym zapachem samca i
własną, słodką wonią zaspokojenia.
Zaraz potem poczuł na sobie drżący
ciężar. Alexander, prowokowany zapachem szczytującej omegi, sam nie wytrzymał
tego obezwładniającego napięcia. Niespodziewanie i brutalnie zalał pościel
własnym orgazmem, trzęsąc się nad klatką piersiową chłopaka.
— To było... intensywne — wydyszał
tygrys, całkowicie skołowany. Splamił jego brzuch, nawet nie wchodząc do
środka. Zsunął się nieco niżej, drażniąc opuszkami różowy sutek chłopaka w
mroku. — Muszę pod prysznic. Chyba że chcesz... żebym cię jednak wziął. Bo jak
nie, to muszę się schłodzić. Wciąż mi mało.
Króliczek, ledwie przytomny, drżący z
przemęczenia i nowo odkrytego lęku przed potężną fizycznością samca, nieśmiało
pokręcił głową. Jeszcze nie dzisiaj. Jeszcze nie był na to gotowy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz