— Znam cię. To ty jesteś tym dzieciakiem, który załatwił się na cały wyjazd, prawda? — mruknął Alexander. Jego głos był niski, wibrujący w klatce piersiowej niby ostrzeżenie.
Tygrys wstał od instrumentu, a jego
potężna, zarysowana twardymi mięśniami sylwetka zdominowała przestrzeń. Zbliżał
się powoli. Z każdym krokiem chłonął ten obezwładniający, słodki zapach. Nie
mógł uwierzyć, że nozdrzy nie drażniła mu najmniejsza nawet nuta innego samca.
Ten króliczek był tak jawną, nietkniętą dziewicą, że musiał albo desperacko
odpychać innych, albo skrywać mroczne tajemnice, pożerając swoich kochanków.
Alexander jednak nie czuł strachu. Czuł głód.
Podszedł do uosobienia tej piegowatej
niewinności, bezczelnie kładąc ciężkie, gorące dłonie tuż obok kształtnych
bioder chłopaka, opierając je o poręcz fotela i zamykając go w klatce ze swoich
ramion.
— Nie boisz się? — zapytał, mrużąc
morskie oczy, w których tańczyły odbicia kominkowych płomieni. — Podglądać i
słuchać, jak dorosła, w pełni sił alfa gra? Jak rozpala się muzyką, by stłumić
inne, o wiele bardziej pierwotne emocje?
Wzrok tygrysa leniwie zjechał z
uroczych, umazanych pudrem ust na biodra. Kciuki samca drgnęły, powoli, z
rozmysłem gładząc materiał spodenek. Zastanawiał się, jak, u licha, to zjawisko
umknęło jego uwadze na uczelnianych korytarzach.
— Dokładnie... Ten sam — westchnął
króliczek. Zmuszony był niepokojąco wysoko zadrzeć głowę, by w ogóle spojrzeć w
oczy drapieżnika.
Naturalny, wrodzony lęk maskował twardym
wyrazem ślicznej twarzy. Odchylił się delikatnie w tył, ale zrobił to w tak
naiwnie kuszący sposób, że tylko podniósł temperaturę w pomieszczeniu. Co
więcej, zamiast się skulić, wpuścił okryte luźnym materiałem biodra samca
dokładnie między swoje rozchylone, ciepłe uda. Krótkie szorty podsunęły się
jeszcze wyżej, a miękkie, oklapnięte uszka uniosły się czujnie.
— I dlaczego miałbym się bać? Jesteś
skłonny zrobić coś wbrew mojej woli? Wykorzystać króliczka? — fuknął Christian.
— Już przeprosiłem, że przeszkadzam. W końcu grasz w ogólnodostępnym miejscu.
To, że tamta hołota woli tarzać się w śniegu, to ich strata.
Mimo zuchwałych słów, jego puchaty
ogonek napuszył się mimowolnie. Ostry, ziemisty zapach drzewa sandałowego i
rozgrzanej, wilgotnej kory odurzał go. Alfa nie pachniała gorzkim, tępym
testosteronem, ale właśnie w ten pierwotny, wdzierający się prosto do
krwiobiegu sposób.
— Jakim cudem... nikt cię jeszcze nie
wziął? — Alexander zmienił temat z brutalną wręcz szczerością.
Nie potrafił się powstrzymać. Ta omega
kusiła zbyt mocno. Pełne wargi, jędrne pośladki, drobne ciało, które miało się
ochotę po prostu pieprzyć, aż do całkowitego zapomnienia. Na samą myśl o tym
poczuł, jak krew uderza mu do krocza. Christian z pewnością to odnotował, bo
tygrys gwałtownym, zaborczym ruchem przyciągnął jego biodra do swoich,
pozwalając mu poczuć twardniejący dowód swojej ekscytacji. Jedna z wielkich dłoni
zsunęła się niżej, wymownie i ciężko gładząc puszysty ogonek przez materiał.
— Nie jestem w stanie zrobić nic wbrew
twej woli — zamruczał tygrys, chociaż jego dłonie pozwalały sobie już na
zdecydowanie za dużo. — Ale jestem w stanie zrobić bardzo wiele za twoim
przyzwoleniem.
Szatyn przygryzł wargę. Śliczna twarz
oblała się głębokim, nieuchronnym rumieńcem. Znalazł się o wiele bliżej, niż
zakładał. Znacznie za blisko.
— Um, bo... się nie dałem? — sapnął,
wyraźnie zdekoncentrowany ciepłem bijącym od nagiej piersi i spływających po
niej tatuaży. — Poza tym, nie chciałem dać się przelecieć jakiemuś idiocie,
który założył się z kumplami. Tyle opowieści już krąży o tym, z kim i jak się
rzekomo puściłem, że nawet nie musiałem tego robić i...
Urwał własny, bezcelowy monolog miękkim
jękiem. Gorąca męskość tygrysa zapulsowała ciężko o jego własne krocze,
wprawiając jego biologię w drżenie. Piekąca fala podniecenia uderzyła do głowy.
— Możesz mi pomóc wyjść ze spodenek,
jeśli chcesz... — szepnął Christian, poddając się wreszcie obcemu, uderzającemu
poczuciu, że to właśnie ten moment. Teraz albo nigdy.
Alexander roześmiał się miękko. Nie było
w tym śmiechu złośliwości. To niespodziewane przyzwolenie napełniło go dziwnym,
nieznanym poczuciem dumy. Ten mały, pyszkaty króliczek właśnie oddawał mu swój
najpilniej strzeżony skarb.
— A potem o mnie zapomnisz i będę tylko
wyjazdową atrakcją? — zapytał mrukliwie wilk.
Zwykła alfa rzuciłaby się na niego,
rozrywając materiał na strzępy. Alexander jednak wahał się, stawiając opór
wrodzonym instynktom. Ujął rumiany policzek chłopaka, przesuwając kciukiem po
jego pełnych wargach. Pocałował go lekko, czule, zlizując z jego ust drobiny
cukru pudru.
— Nie chcę być tylko atrakcją, inaczej
przeleciałbym wszystkie te chętne omegi, które za mną latają. Może pójdziesz ze
mną najpierw na randkę? Na dobry deser, kiedy minie śnieżyca... Albo chociaż
posiedzimy na kanapie? — zaproponował, choć jego ciepła dłoń nie potrafiła
opuścić okolic językowego ogonka, wsuwając się niebezpiecznie blisko jędrnych
pośladków. Chciał go tu i teraz, ale moralność i pragnienie czegoś więcej
kłóciły się z biologią.
Christian zamarł.
— Teraz...? — sapnął, a w jego głosie
zabrzmiał autentyczny zawód.
Przecież właśnie zaoferował mu siebie!
Właśnie złożył broń, odrzucił swoją dumę, a ten wielki drapieżnik mu...
odmawiał? W pięknych oczach króliczka wezbrały gorące łzy złości i palącego
zażenowania. Dlaczego zawsze musiał wyjść na idiotę?
— To zabierz rękę! — fuknął, ostro
zsuwając zgrabne uda, by odciąć tygrysowi dostęp. Otulił się ramionami,
spuszczając głowę. — Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Też się pewnie z kimś
założyłeś, co? Że mały, głupi królik da się przelecieć na jedno twoje słowo,
huh?!
Siąknął wściekle, uświadamiając sobie,
że przez kontuzjowaną kostkę nie zdoła nawet dramatycznie wybiec z sali. Będzie
musiał żałośnie kuśtykać pod kpiącym spojrzeniem alfy.
— Co? — Alexander zamarł w bezruchu,
kompletnie zbity z tropu. Wyciągnął dłoń. — Chciałem być normalnym facetem. Nie
chciałem cię po prostu wykorzystać na jednym numerku, ale widać, że ty tylko
tego chcesz.
Tygrys odwrócił się i ciężkim krokiem
ruszył w stronę skórzanej kanapy. Czuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej.
Właśnie dlatego trzymał się z dala od omeg — wszystkie pragnęły jedynie
brutalnej siły i zwierzęcego seksu, a nie prawdziwego partnera. Bez przekonania
rzucił się na siedzisko i otworzył butelkę ciemnego alkoholu.
Chris przetarł oczy. Jego miękkie uszy
znów wystrzeliły w górę. Spojrzał na szerokie plecy tygrysa, powoli analizując
to, co właśnie usłyszał.
— Ty tak... poważnie? — wydukał, a jego
głos drżał. — To znaczy... naprawdę chciałeś ze mną wyjść? Tak po prostu? I
tyle?
Zsunął się ostrożnie z podłokietnika,
kicając powoli w stronę kominka. Przysiadł na skraju kanapy, poprawiając kosmyk
włosów, by ukryć zażenowanie. Zerknął na tygrysa z rodzącą się nadzieją.
— Przepraszam... — szepnął, wbijając
wzrok w swoje kolana. — Po prostu... wszystkie alfy, które poznałem, chciały
tylko tego. Zaliczyć i, no wiesz, zostać zapomnianym.
— Nie jestem taką alfą — odparł szczerze
Alexander, w końcu posyłając mu miękki uśmiech. Nalał wina i podał króliczkowi
kryształową szklaneczkę. — Nawet jeśli bym cię wziął — na co, nie zaprzeczam,
mam olbrzymią ochotę — to wolałbym, żeby to się na tym nie skończyło.
Wielki kocur przeciągnął się i ułożył
wygodnie, z całkowitą pewnością siebie mojąc głowę na smukłych udach
Christiana. Zabrał drobną dłoń omegi i sam ułożył ją na swoich białych włosach.
Odetchnął głęboko, jak łaknąca pieszczot kicia, wtulając nos w krągłe biodra.
— I to wcale nie znaczy, że jestem
emocjonalnie miękki. Bo pieprzyć też potrafię — zamruczał, z uśmiechem
wibrującym o materiał szortów.
— Huh, wierzę — sapnął króliczek.
Wyobraźnia natychmiast podsunęła mu nad wyraz zbereźne, wilgotne obrazy. Upił
łyk wina, czując, jak mocny, czerwony alkohol uderza mu do głowy, potęgując
urok chwili. — To... żadna omega nie chciała tego romantycznego związku?
Jego palce, początkowo nieśmiałe,
zaczęły badać puszystość białych kosmyków i z fascynacją pieścić miękkie,
tygrysie ucho.
— One tylko tak mówią. Obmawiają alfy, a
same nie są lepsze — zaśmiał się Alexander, przymykając oczy pod wpływem kojącego
dotyku. — Poza tym, mój drogi, ty też byś chciał, przyznaj się.
Jego duża dłoń wsunęła się nagle pod
bluzę króliczka, bezczelnie drażniąc przez materiał wrażliwy sutek. W morskich
oczach zapłonęły zadziorne iskry.
— Nie mówię o szybkim numerku. Mówię o
seksie ze mną w najbardziej wyuzdanym wydaniu — dodał powoli, podnosząc się do
siadu. Wsadził nos pod brodę omegi, zaciągając się jej słodyczą.
— Chciałbym... oczywiście, że bym chciał
— burknął z rozkoszą Chris. Złapał dłoń samca, która wciąż spoczywała na jego
piersi, ale wcale jej nie odepchnął. Zamiast tego zsunął ją na swój brzuch,
gdzie ciepło drapieżnika wyjątkowo mu odpowiadało. — Tylko zawsze wolałem, żeby
to znaczyło cokolwiek w moim życiu. Żeby nie było utratą dziewictwa dla głupiej
zasady.
Z każdym łykiem wina stawał się coraz
odważniejszy. Odstawił pustą szklankę i opuszkami palców dotknął półnagiego
torsu tygrysa. Wodził po liniach atramentu, badał napięte mięśnie, aż wreszcie
zjechał w dół, na miękką linię włosków znikających pod pasem dresowych spodni.
Złapał za krawędź materiału.
— Mogę... zobaczyć? — szepnął,
przygryzając wargę, z której nie schodził podekscytowany uśmiech.
— Rozumiem, że jak już będziesz moim
chłopakiem, to w grę wchodzą wszelkie romantyczne rzeczy? Świece, satynowa
pościel i relaksacyjna muzyka, którą zagłuszysz swoimi jękami? — zapytał
zmysłowo Alexander.
Zamiast powstrzymać śmiałą dłoń, nakrył
ją własną i wsunął prosto w swoje spodnie, wpychając palce króliczka pod
elastyczny brzeg bielizny. Nie miał nic do ukrycia. Drobna, uroczo nieporadna
dłoń zacisnęła się na potężnej bryle twardniejącego penisa, który wyraźnie nie
mieścił się w jej uścisku.
— Doprawdy, nie krępuj się w żaden
sposób. Ale obiecaj, że to zostanie między nami, hm? Chcę cię mieć tylko dla
siebie — wymruczał tygrys, uważnie obserwując przerażoną, a jednocześnie
sfrustrowaną pożądaniem twarz omegi.
— Chcesz, żebym został twoim chłopakiem?
— zdołał wykrztusić króliczek, ignorując całą resztę.
Rozmowa o statusie ich relacji w
momencie, gdy trzymał w garści jego ciężki atrybut, była absolutnie
surrealistyczna. Ośmielony jednak słowami samca i winem, sięgnął drugą ręką i
odchylił bieliznę. Zatchnął się. Wilgotna, lekko różowa żołądź wyłaniała się z
miękkiej fałdy napletka, odsłaniając jedwabiście gładki, bezlitośnie gruby
trzon. Skala tego... zjawiska, przerosła jego najśmielsze oczekiwania.
Puścił go nagle, jak poparzony, z
piskiem obejmując się własnymi ramionami.
— Po pierwsze, to nawet się jeszcze nie
przedstawiłeś! — fuknął, w desperackiej próbie odzyskania rezonu. — A po
drugie... ja nie wiem, czy to jest w ogóle bezpieczne. Za mały chyba bym był.
Uznając to za bardzo racjonalny,
ratujący godność argument, pospiesznie dolał im obu wina.
— Po pierwsze, trochę późno zadajesz to
pytanie, skoro mnie już zmacałeś — odparł z leniwym śmiechem Alexander, nie
zważając na to, że chłopak wcisnął mu w dłoń kieliszek. — Mam na imię
Alexander. Kończę fizjoterapię. A po drugie... teraz mu niebywale przykro, że
go opuściłeś.
Pociągnął mocny łyk, nie odrywając
drapieżnego wzroku od piegowatej twarzy.
— Zmieści się. Zaufaj mi. Jeśli będzie
ci dobrze, odpowiednio cię rozciągnę i zwilżę. Podniecę cię tak bardzo, że
twoje ciało samo będzie błagać, bym je wziął i okiełznał.
Króliczek zalał się purpurą.
— Christian... biotechnologia — mruknął
cicho, przełykając głośno ślinę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz