wtorek, 17 marca 2026

Rozdział 2: Gra w Otwarte Karty

— Znam cię. To ty jesteś tym dzieciakiem, który załatwił się na cały wyjazd, prawda? — mruknął Alexander. Jego głos był niski, wibrujący w klatce piersiowej niby ostrzeżenie.

Tygrys wstał od instrumentu, a jego potężna, zarysowana twardymi mięśniami sylwetka zdominowała przestrzeń. Zbliżał się powoli. Z każdym krokiem chłonął ten obezwładniający, słodki zapach. Nie mógł uwierzyć, że nozdrzy nie drażniła mu najmniejsza nawet nuta innego samca. Ten króliczek był tak jawną, nietkniętą dziewicą, że musiał albo desperacko odpychać innych, albo skrywać mroczne tajemnice, pożerając swoich kochanków. Alexander jednak nie czuł strachu. Czuł głód.

Podszedł do uosobienia tej piegowatej niewinności, bezczelnie kładąc ciężkie, gorące dłonie tuż obok kształtnych bioder chłopaka, opierając je o poręcz fotela i zamykając go w klatce ze swoich ramion.

— Nie boisz się? — zapytał, mrużąc morskie oczy, w których tańczyły odbicia kominkowych płomieni. — Podglądać i słuchać, jak dorosła, w pełni sił alfa gra? Jak rozpala się muzyką, by stłumić inne, o wiele bardziej pierwotne emocje?

Wzrok tygrysa leniwie zjechał z uroczych, umazanych pudrem ust na biodra. Kciuki samca drgnęły, powoli, z rozmysłem gładząc materiał spodenek. Zastanawiał się, jak, u licha, to zjawisko umknęło jego uwadze na uczelnianych korytarzach.

— Dokładnie... Ten sam — westchnął króliczek. Zmuszony był niepokojąco wysoko zadrzeć głowę, by w ogóle spojrzeć w oczy drapieżnika.

Naturalny, wrodzony lęk maskował twardym wyrazem ślicznej twarzy. Odchylił się delikatnie w tył, ale zrobił to w tak naiwnie kuszący sposób, że tylko podniósł temperaturę w pomieszczeniu. Co więcej, zamiast się skulić, wpuścił okryte luźnym materiałem biodra samca dokładnie między swoje rozchylone, ciepłe uda. Krótkie szorty podsunęły się jeszcze wyżej, a miękkie, oklapnięte uszka uniosły się czujnie.

— I dlaczego miałbym się bać? Jesteś skłonny zrobić coś wbrew mojej woli? Wykorzystać króliczka? — fuknął Christian. — Już przeprosiłem, że przeszkadzam. W końcu grasz w ogólnodostępnym miejscu. To, że tamta hołota woli tarzać się w śniegu, to ich strata.

Mimo zuchwałych słów, jego puchaty ogonek napuszył się mimowolnie. Ostry, ziemisty zapach drzewa sandałowego i rozgrzanej, wilgotnej kory odurzał go. Alfa nie pachniała gorzkim, tępym testosteronem, ale właśnie w ten pierwotny, wdzierający się prosto do krwiobiegu sposób.

— Jakim cudem... nikt cię jeszcze nie wziął? — Alexander zmienił temat z brutalną wręcz szczerością.

Nie potrafił się powstrzymać. Ta omega kusiła zbyt mocno. Pełne wargi, jędrne pośladki, drobne ciało, które miało się ochotę po prostu pieprzyć, aż do całkowitego zapomnienia. Na samą myśl o tym poczuł, jak krew uderza mu do krocza. Christian z pewnością to odnotował, bo tygrys gwałtownym, zaborczym ruchem przyciągnął jego biodra do swoich, pozwalając mu poczuć twardniejący dowód swojej ekscytacji. Jedna z wielkich dłoni zsunęła się niżej, wymownie i ciężko gładząc puszysty ogonek przez materiał.

— Nie jestem w stanie zrobić nic wbrew twej woli — zamruczał tygrys, chociaż jego dłonie pozwalały sobie już na zdecydowanie za dużo. — Ale jestem w stanie zrobić bardzo wiele za twoim przyzwoleniem.

Szatyn przygryzł wargę. Śliczna twarz oblała się głębokim, nieuchronnym rumieńcem. Znalazł się o wiele bliżej, niż zakładał. Znacznie za blisko.

— Um, bo... się nie dałem? — sapnął, wyraźnie zdekoncentrowany ciepłem bijącym od nagiej piersi i spływających po niej tatuaży. — Poza tym, nie chciałem dać się przelecieć jakiemuś idiocie, który założył się z kumplami. Tyle opowieści już krąży o tym, z kim i jak się rzekomo puściłem, że nawet nie musiałem tego robić i...

Urwał własny, bezcelowy monolog miękkim jękiem. Gorąca męskość tygrysa zapulsowała ciężko o jego własne krocze, wprawiając jego biologię w drżenie. Piekąca fala podniecenia uderzyła do głowy.

— Możesz mi pomóc wyjść ze spodenek, jeśli chcesz... — szepnął Christian, poddając się wreszcie obcemu, uderzającemu poczuciu, że to właśnie ten moment. Teraz albo nigdy.

Alexander roześmiał się miękko. Nie było w tym śmiechu złośliwości. To niespodziewane przyzwolenie napełniło go dziwnym, nieznanym poczuciem dumy. Ten mały, pyszkaty króliczek właśnie oddawał mu swój najpilniej strzeżony skarb.

— A potem o mnie zapomnisz i będę tylko wyjazdową atrakcją? — zapytał mrukliwie wilk.

Zwykła alfa rzuciłaby się na niego, rozrywając materiał na strzępy. Alexander jednak wahał się, stawiając opór wrodzonym instynktom. Ujął rumiany policzek chłopaka, przesuwając kciukiem po jego pełnych wargach. Pocałował go lekko, czule, zlizując z jego ust drobiny cukru pudru.

— Nie chcę być tylko atrakcją, inaczej przeleciałbym wszystkie te chętne omegi, które za mną latają. Może pójdziesz ze mną najpierw na randkę? Na dobry deser, kiedy minie śnieżyca... Albo chociaż posiedzimy na kanapie? — zaproponował, choć jego ciepła dłoń nie potrafiła opuścić okolic językowego ogonka, wsuwając się niebezpiecznie blisko jędrnych pośladków. Chciał go tu i teraz, ale moralność i pragnienie czegoś więcej kłóciły się z biologią.

Christian zamarł.

— Teraz...? — sapnął, a w jego głosie zabrzmiał autentyczny zawód.

Przecież właśnie zaoferował mu siebie! Właśnie złożył broń, odrzucił swoją dumę, a ten wielki drapieżnik mu... odmawiał? W pięknych oczach króliczka wezbrały gorące łzy złości i palącego zażenowania. Dlaczego zawsze musiał wyjść na idiotę?

— To zabierz rękę! — fuknął, ostro zsuwając zgrabne uda, by odciąć tygrysowi dostęp. Otulił się ramionami, spuszczając głowę. — Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Też się pewnie z kimś założyłeś, co? Że mały, głupi królik da się przelecieć na jedno twoje słowo, huh?!

Siąknął wściekle, uświadamiając sobie, że przez kontuzjowaną kostkę nie zdoła nawet dramatycznie wybiec z sali. Będzie musiał żałośnie kuśtykać pod kpiącym spojrzeniem alfy.

— Co? — Alexander zamarł w bezruchu, kompletnie zbity z tropu. Wyciągnął dłoń. — Chciałem być normalnym facetem. Nie chciałem cię po prostu wykorzystać na jednym numerku, ale widać, że ty tylko tego chcesz.

Tygrys odwrócił się i ciężkim krokiem ruszył w stronę skórzanej kanapy. Czuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Właśnie dlatego trzymał się z dala od omeg — wszystkie pragnęły jedynie brutalnej siły i zwierzęcego seksu, a nie prawdziwego partnera. Bez przekonania rzucił się na siedzisko i otworzył butelkę ciemnego alkoholu.

Chris przetarł oczy. Jego miękkie uszy znów wystrzeliły w górę. Spojrzał na szerokie plecy tygrysa, powoli analizując to, co właśnie usłyszał.

— Ty tak... poważnie? — wydukał, a jego głos drżał. — To znaczy... naprawdę chciałeś ze mną wyjść? Tak po prostu? I tyle?

Zsunął się ostrożnie z podłokietnika, kicając powoli w stronę kominka. Przysiadł na skraju kanapy, poprawiając kosmyk włosów, by ukryć zażenowanie. Zerknął na tygrysa z rodzącą się nadzieją.

— Przepraszam... — szepnął, wbijając wzrok w swoje kolana. — Po prostu... wszystkie alfy, które poznałem, chciały tylko tego. Zaliczyć i, no wiesz, zostać zapomnianym.

— Nie jestem taką alfą — odparł szczerze Alexander, w końcu posyłając mu miękki uśmiech. Nalał wina i podał króliczkowi kryształową szklaneczkę. — Nawet jeśli bym cię wziął — na co, nie zaprzeczam, mam olbrzymią ochotę — to wolałbym, żeby to się na tym nie skończyło.

Wielki kocur przeciągnął się i ułożył wygodnie, z całkowitą pewnością siebie mojąc głowę na smukłych udach Christiana. Zabrał drobną dłoń omegi i sam ułożył ją na swoich białych włosach. Odetchnął głęboko, jak łaknąca pieszczot kicia, wtulając nos w krągłe biodra.

— I to wcale nie znaczy, że jestem emocjonalnie miękki. Bo pieprzyć też potrafię — zamruczał, z uśmiechem wibrującym o materiał szortów.

— Huh, wierzę — sapnął króliczek. Wyobraźnia natychmiast podsunęła mu nad wyraz zbereźne, wilgotne obrazy. Upił łyk wina, czując, jak mocny, czerwony alkohol uderza mu do głowy, potęgując urok chwili. — To... żadna omega nie chciała tego romantycznego związku?

Jego palce, początkowo nieśmiałe, zaczęły badać puszystość białych kosmyków i z fascynacją pieścić miękkie, tygrysie ucho.

— One tylko tak mówią. Obmawiają alfy, a same nie są lepsze — zaśmiał się Alexander, przymykając oczy pod wpływem kojącego dotyku. — Poza tym, mój drogi, ty też byś chciał, przyznaj się.

Jego duża dłoń wsunęła się nagle pod bluzę króliczka, bezczelnie drażniąc przez materiał wrażliwy sutek. W morskich oczach zapłonęły zadziorne iskry.

— Nie mówię o szybkim numerku. Mówię o seksie ze mną w najbardziej wyuzdanym wydaniu — dodał powoli, podnosząc się do siadu. Wsadził nos pod brodę omegi, zaciągając się jej słodyczą.

— Chciałbym... oczywiście, że bym chciał — burknął z rozkoszą Chris. Złapał dłoń samca, która wciąż spoczywała na jego piersi, ale wcale jej nie odepchnął. Zamiast tego zsunął ją na swój brzuch, gdzie ciepło drapieżnika wyjątkowo mu odpowiadało. — Tylko zawsze wolałem, żeby to znaczyło cokolwiek w moim życiu. Żeby nie było utratą dziewictwa dla głupiej zasady.

Z każdym łykiem wina stawał się coraz odważniejszy. Odstawił pustą szklankę i opuszkami palców dotknął półnagiego torsu tygrysa. Wodził po liniach atramentu, badał napięte mięśnie, aż wreszcie zjechał w dół, na miękką linię włosków znikających pod pasem dresowych spodni. Złapał za krawędź materiału.

— Mogę... zobaczyć? — szepnął, przygryzając wargę, z której nie schodził podekscytowany uśmiech.

— Rozumiem, że jak już będziesz moim chłopakiem, to w grę wchodzą wszelkie romantyczne rzeczy? Świece, satynowa pościel i relaksacyjna muzyka, którą zagłuszysz swoimi jękami? — zapytał zmysłowo Alexander.

Zamiast powstrzymać śmiałą dłoń, nakrył ją własną i wsunął prosto w swoje spodnie, wpychając palce króliczka pod elastyczny brzeg bielizny. Nie miał nic do ukrycia. Drobna, uroczo nieporadna dłoń zacisnęła się na potężnej bryle twardniejącego penisa, który wyraźnie nie mieścił się w jej uścisku.

— Doprawdy, nie krępuj się w żaden sposób. Ale obiecaj, że to zostanie między nami, hm? Chcę cię mieć tylko dla siebie — wymruczał tygrys, uważnie obserwując przerażoną, a jednocześnie sfrustrowaną pożądaniem twarz omegi.

— Chcesz, żebym został twoim chłopakiem? — zdołał wykrztusić króliczek, ignorując całą resztę.

Rozmowa o statusie ich relacji w momencie, gdy trzymał w garści jego ciężki atrybut, była absolutnie surrealistyczna. Ośmielony jednak słowami samca i winem, sięgnął drugą ręką i odchylił bieliznę. Zatchnął się. Wilgotna, lekko różowa żołądź wyłaniała się z miękkiej fałdy napletka, odsłaniając jedwabiście gładki, bezlitośnie gruby trzon. Skala tego... zjawiska, przerosła jego najśmielsze oczekiwania.

Puścił go nagle, jak poparzony, z piskiem obejmując się własnymi ramionami.

— Po pierwsze, to nawet się jeszcze nie przedstawiłeś! — fuknął, w desperackiej próbie odzyskania rezonu. — A po drugie... ja nie wiem, czy to jest w ogóle bezpieczne. Za mały chyba bym był.

Uznając to za bardzo racjonalny, ratujący godność argument, pospiesznie dolał im obu wina.

— Po pierwsze, trochę późno zadajesz to pytanie, skoro mnie już zmacałeś — odparł z leniwym śmiechem Alexander, nie zważając na to, że chłopak wcisnął mu w dłoń kieliszek. — Mam na imię Alexander. Kończę fizjoterapię. A po drugie... teraz mu niebywale przykro, że go opuściłeś.

Pociągnął mocny łyk, nie odrywając drapieżnego wzroku od piegowatej twarzy.

— Zmieści się. Zaufaj mi. Jeśli będzie ci dobrze, odpowiednio cię rozciągnę i zwilżę. Podniecę cię tak bardzo, że twoje ciało samo będzie błagać, bym je wziął i okiełznał.

Króliczek zalał się purpurą.

— Christian... biotechnologia — mruknął cicho, przełykając głośno ślinę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 3: Satynowa Pościel i Słodkie Oszustwo

Następnego wieczoru echa studenckich śmiechów znów ucichły — cała hołota wybyła na oddalone o kilkadziesiąt kilometrów lodowisko. Christian ...